Bieg Rzeźnika – Kilka uwag i porad przed debiutem..

Generalnie w kwestii Biegu Rzeźnika i jego “młodszego brata” – Rzeźniczka znaleźć możecie w necie mnóstwo różnego rodzaju poradników, relacji, wspomnień z których każdy może coś ciekawego dla siebie znaleźć… Myślę, że warto poszukać i poczytać.. bo im więcej wiemy co nas może czekać.. tym mniej rzeczy może nas później zaskoczyć… aczkolwiek jak sami później stwierdzicie – nic nie jest w stanie równać się doświadczeniu, które zdobędziecie na trasie i później mecie (czego wszystkim życzę..) tego dosyć wymagającego zadania… i kolejny raz będzie już o wiele łatwiejszy…

W związku z tym, że miałem możliwość już trzykrotnie pokonać trasę Biegu Rzeźnika (za każdym razem z innym partnerem.. co też jest pewnym wyzwaniem) kilka uwag ode mnie odnośnie tego biegu.

– TAKTYKA

Zakładam, że osoby chcące zmierzyć się z 80km trasą (lub dłuższą..) mają już pewne doświadczenie w bieganiu górskich ultra.. bądź też jeśli nie ultra.. to przynajmniej w krótszym bieganiu po górach i znają swoje możliwości, znają swoje mocne i słabsze strony (podbiegi, podejścia, zbiegi). Podobnie jak w przypadku maratonu nie można polecieć Rzeźnika na “żywioł”, bo może się to skończyć dosyć opłakanie. Musicie jako para mieć pewne założenia wynikowe… Biegniecie na limit ? A może interesuje Was złamanie 14h, a może chcecie powalczyć o Hardcora czyli w Ustrzykach musicie łamać 12h, a może w końcu walczycie o najwyższe lokaty.. i tylko wynik poniżej 10h Was interesuje.. ??

W każdym z tych wypadków warto przejrzeć wyniki z ostatnich lat… zobaczyć jakie czasy musicie osiągnąć na poszczególnych punktach kontrolnych, aby upragniony wynik był w Waszym zasięgu… i później kontrolować w trakcie biegu międzyczasy i ewentualnie podkręcać lub też zwalniać tempo.

Na pewno nie możecie wystartować za szybko (chociaż będzie Was kusiło bo tak skonstruowana jest trasa.. ale o tym później…).. przed Wami jeszcze mnóstwo kilometrów i godzin wysiłku, więc będzie jeszcze wiele czasu żeby podkręcić tempo.. Minuty “zysku” w Cisnej w porównaniu do założeń, mogą skutkować kilkudziesięciominutową stratą na połoninach…. ponieważ Rzeźnik… podobnie jak maraton tak naprawdę zaczyna się po “trzydziestce” czyli po wybiegnięciu z przepaku w Cisnej…

W zasadzie cały bieg, a już na pewno pierwszą jego część musicie zdecydowanie pokonywać w I zakresie tętna.. wiadomo, że na podejściach będzie ono skakać do góry, ale generalnie warto utrzymywać je w dolnych rejestrach Waszych długich wybiegań…  

Ważną częścią Waszej taktyki są :

– PRZEPAKI

 W biegu są dwa przepaki : w Cisnej ( ok. 32 km) oraz w Smereku ( ok. 53 km). Jako, że depozyty na przepaki oddajecie dzień wcześniej musicie wcześniej zaplanować co zostawiacie na przepakach. Poza rzeczami oczywistymi… czyli uzupełnieniem jedzenia i picia możecie zostawić tam części garderoby i kije… Większość ludzi używająca kijów zostawia je na przepak w Cisnej, bo dopiero od tego momentu można ich używać.. Jeżeli z góry zakładacie wymianę obuwia.. na 32 lub 53 km to oczywiście zostawiacie buty na przepak, warto oczywiście na oba przepaki wrzucić koszulkę do przebrania, skarpety.. ew. jakąś kurtkę… Ja osobiście ani razu nie zmieniałem ani butów ani ciuchów… no ale co kto lubi… oczywiście bardzo dużo zależy od pogody… jeżeli pierwszą część trasy padało… i już nie zapowiada się na to… i mamy możliwość przebrania się w suche rzeczy… to kto z tego nie skorzysta… ??

Ważna kwestią dotyczącą przepaków jest umówienie się z partnerem co do maksymalnej ilości czasu jaki możecie poświęcić na przerwy na przepakach (oraz punktach kontrolnych). Starajcie się skrócić ten czas do absolutnego minimum… Po pierwsze.. później tych minut może zabraknąć do założonego celu ( mi w zeszłym roku zabrakło do wyjścia na Hardcora niecałych 8 minut… a na punktach spędziłem niepotrzebnie w sumie około 35 minut..) a po drugie… jak się zasiedzicie i rozleniwicie… to uwierzcie mi, że nie jest łatwo ruszyć się mając już w nogach 50 kilka km…

– TRASA

Bieg Rzeźnika rozpoczyna sie bardzo niewinnie.. Pierwsze 8 km po szutrowej i mocno ubitej dosyć szerokiej drodze.. Niewielkie i delikatne podbiegi przez pierwsze 3km kuszą do tego żeby dosyć mocno napierać i generalnie można…. ale bez przesady… Chwilę później jest prawie dwukilometrowy zbieg więc tutaj można odpocząć, jednakże przestrzegam przed szarżowaniem na pierwszych kilometrach… Jest wtedy na ogół dosyć chłodno.. endorfiny buzują, wszyscy jeszcze wypoczęci, atmosfera niesie… uczulam jednak, żeby rozsądnie podchodzić do pierwszych kilometrów… Od około 8 km trasa w końcu wchodzi w leśną ścieżkę i zaczynają się podejścia.. cały czas pod górę… niezbyt stromo, łatwe technicznie, ale pod górę… tutaj już na ogół większość ludzi spaceruje… te łatwe podejścia mogą zmienić się w dosyć trudne w zależności od aury… Podczas mojego debiutu, akurat przez cały tydzień poprzedzający padało… i było w zasadzie na całej trasie biegu masakryczne błoto.. i człowiek często podchodząc… stał i buksował w miejscu… w takim przypadku nawet łatwe podjeście może zamienić się w piekło.. Tak czy inaczej dosyć szybko osiągamy najwyższy punkt I etapu.. później fajny i łagodny zbieg do Przełęczy Żebrak… II etap jest w sumie chyba najłatwiejszy… Dużo dosyć płaskich odcinków, na których nie wypada spacerować.. oczywiście kilka łagodnych podejść… ale generalnie jest fajnie, technicznie łatwo… Już na zbiegu do Cisnej – około 30km czeka nas pierwszy bardzo trudny technicznie, krótki odcinek zbiegu wzdłuż starego wyciągu… Jak będzie błoto będziecie musieli tutaj mocno uważać… jest bardzo stromo, łatwo o wywrotkę.. Później już asfaltem zbieg do pierwszego przepaku w Cisnej.. I w zasadzie od tego momentu zaczyna się zabawa… Jeżeli czujecie w Cisnej zmęczenie nie wróży to niestety niczego dobrego… bo najtrudniejsze jeszcze daleko przed Wami.. Trzeci najdłuższy etap ma dwa trudne momenty : w zasadzie po krótkim płaskim odcinku tuż po wybiegnięciu z przepaku od razu rozpoczyna się długie, monotonne podejście pod Jasło… Tutaj podejście to jest znacznie sztywniejsze niż w pierwszych dwóch odcinkach i dłuży się niemiłosiernie.. Na ogół zaczyna tutaj wychodzić już słońce, więc robi się cieplej i dla wielu może oznaczać to pierwsze kłopoty…

Później teren się nieco wypłaszcza i podejścia nie są już takie męczące.. aczkolwiek z tego co pamiętam po wyjściu nad poziom lasu może dokuczać dosyć silny wiatr.. więc warto być na to przygotowanym…

W okolicach 45-46 km rozpoczyna się już mocny zbieg, który kończy się po około 2km , gdy wybiegamy na szutrową “tzw. drogę Mirka”, która ciągnie się licznymi zakrętami przez około 6-7km. I to jest ten drugi trudny moment… głównie pod względem psychicznym, bo trasa sama w sobie jest łatwa… delikatnie wiodąca w dół, skłaniająca do szybkiego biegu, ale uwierzcie mi, że pomimo tego że jest łatwo to dystans który już macie w nogach oraz monotonnia tej drogi i miliony zakrętów powodują, że spora część stawki zamiast gnać w dół ile sił.. snuje się powoli bądź pokonuje tą trasę Galloweyem.

Na szczęście na około 54 km docieramy do drugiego przepaku w Smereku, który na ogół zajmuje dużo więcej czasu niż ten w Cisnej… Tutaj już niemal na pewno będziecie czuli zmęczenie.. a najtrudniejsze technicznie odcinki dopiero przed Wami… Połoniny to cała kwintesencja Rzeźnika.. Niby do końca pozostało jedynie 25 km, ale są to zdecydowanie najwolniejsze dwa odcinki. Podejście pod Smerek jest naprawdę wyczerpujące.. Na dosyć krótkim odcinku musimy pokonać całkiem spore przewyższenie.. Do tego spora część tego podejścia jest odsłonięta i przy dużym słońcu i godzinach południowych stoi przed nami nie lada wyzwanie. Na szczęście na ogół na tym odcinku spotykamy już całkiem sporą grupę turystów, którzy w większości przypadków bardzo pomagają i zagrzewają do walki. Po osiągnięciu Smereka przed nami kilkadziesiąt minut : lekkiego góra-dół, góra-dół… ale tutaj w porównaniu z podejściem na Smerek – raczej odpoczywamy… Od schroniska Chatka Puchatka czeka nas dosyć trudny technicznie stromy zbieg… sporo ostrych kamieni, następnie drewniane schody-progi mogą mocno dać się we znaki… ale na szczęście w końcu osiagamy Berehy czyli ostatni punkt kontrolny.. Świadomość, że zostało nam jedynie niecałe 9 km dodaje sił.. które od razu zostają wystawione na bardzo ciężka próbę… Wejście na połoninę Caryńską jest bowiem najsztywniejsze ze wszystkich podejść na trasie.. Przypomina nieco poprzednie podejście pod Smerek, jednakże kolejne metry wysokości połykamy tutaj na mniejszej przestrzeni. Mozolnie, krok za krokiem ze świadomością, że to już ostatnie takie podejście na trasie osiągamy w końcu najwyższy punkt połoniny i stąd już tylko stosunkowo płasko, a następnie jeszcze trochę zmęczymy nogi na zbiegu, ale świadomość i dźwięki docierające z mety gnają nas do przodu, aż w końcu osiągamy słynny mostek i chwilę za nim metę..

– EKWIPUNEK

Buty na pewno muszą być sprawdzone… Oczywiście trailowe z dosyć agresywnym bieżnikiem.. sprawdzą się zarówno takie do biegania po lesie jak i typowo górskie do biegania po skałach… aczkolwiek większość trasy wiedzie tutaj leśnymi szlakami, po glinie, korzeniach, kamykach, mało jest typowego biegania po skale..

Ja na ten przykład biegałem raz w Montrail Masochist a dwa razy w Salomon Speedcross 3. Tym razem pobiegnę w Adidas Kanadia. Na trasie przeważają Salomony i Inov8.

Buty muszą być na pewno wygodne… spędzicie w nich sporo czasu…  warto zaopatrzyć się w stuptuty aby zminimalizować możliwość dostania się do buta różnych różności z zewnątrz..

Jeżeli będzie mokro możecie rozważyć zmianę butów w Cisnej lub Smereku.. zwłaszcza gdy będą widoki na lepszą pogodę w dalszej części biegu… Suche buty to jednak… suche buty.. 🙂

Co do odzieży… to wszystko zależy od pogody, prognoz.. Ja osobiście lubię biegać na krótko i zdecydowanie wolę jak jest zimno więc na ogół ubieram się lżej… W godzinie startu o wschodzie słońca na pewno będzie chłodno, żeby nie powiedzieć zimno… Na start warto więc zaopatrzyć się w coś cieplejszego, bluzę, wiatrówkę, którą później na podejściu będzie można schować do plecaka i ewentualnie później na górze czy zbiegu ponownie założyć… Tak czy inaczej do Cisnej raczej się nie zagrzejecie.. prędzej będzie Wam za zimno niż za ciepło…

W dalszej części trasy to już zależy od aury… Jeżeli zacznie operować słońce.. to pomimo tego, że na samych połoninach jak również wcześniej na szlaku granicznym po wejściu na Jasło – będzie mocno wiać i tutaj oczywiście warto być na to przygotowanym…, to generalnie będzie gorąco… i nie ma co przesadzać z zabieraniem wielkiej ilości rzeczy ze sobą… Pamiętajcie że to zawsze dodatkowy ciężar… Jak dla mnie cienka oddychająca koszulka z długim rękawem + cienka wiatrówka w zupełności wystarczą w plecaku.. w razie nagłego ochłodzenia…

Co do plecaka (z bukłakiem)… Wg mnie oczywiście to wyposażenie obowiązkowe – zwłaszcza od Cisnej… można zaryzykować pierwsze dwa odcinki jedynie z pasem na bidon… aczkolwiek w tym roku ma nie być żadnego punktu na przełęczy Żebrak, więc nie będzie możliwości uzupełnienia bidonów i nie wiem czy pół litra (czy nawet litr) napoju wystarczą na pierwsze 33km biegu… ??? To już musicie sami ocenić jak często nawadniacie się podczas biegu… Tu co prawda będzie jeszcze wcześnie, raczej chłodno.. więc generalnie pić aż tak bardzo się nie chce… ale nie wolno zapominać o piciu… bo może się to później odbić..

Ja akurat pije często i dużo, więc jak dla mnie 2L bukłak to podstawa… który wypełniam do 1,5L i uzupełniam w Cisnej i Smereku… i jeżeli jest taka potrzeba na ostatnim punkcie w Berehach.. Do tego musi być jeszcze troszkę miejsca na coś do przebrania cienkiego, czapkę, rękawiczki, folię NRC, troszkę jedzenia.. żele + batony, telefon, bandaż.. jakieś plastry i kilka proszków. Na ogół plecaki 8-10L powinny wystarczyć… Ważne żeby był wygodny i miał dobry system zapięć, który sprawi że plecak podczas biegu będzie integralną częścią Waszego tułowia…

Kolejną rzeczą są kije, których można używać od 3 etapu czyli od Cisnej… Tutaj sprawa jest prosta… jeżeli mieliście wcześniej doświadczenie w bieganiu/podchodzeniu/zbieganiu z kijami to rzeczywiście mogą one pomóc… natomiast jeżeli wcześniej tego nie próbowaliście to bez sensu tachać ze sobą kije, bo wtedy bardziej będą przeszkadzać niż pomagać… Technika użytkowania ich jest bowiem bardzo ważna… Należy też pamiętać, że do kijów przyda się mocna góra i ręce… i bez tego kije również mogą nie spełnić swojego zadania..

Ja większość trasy na wszystkich Rzeźnikach leciałem bez kijków… ale uważam, że jeżeli umiecie z nich właściwie korzystać – tutaj na Rzeźniku na pewno pomogą… zarówno na podejściach jak i podczas trudniejszych odcinków zbiegów…

Kompresja… Ile osób – tyle pewnie opinii.. Ja akurat używam na ultra…  i patrząc po ludziach – więcej osób ma niż nie ma… Czy działają podczas samego biegu czy też wpływają na szybszą regenerację po… ?? To już pewnie każdy ma inną teorię i odczucia w tym temacie.. Może działa trochę efekt placebo… może nie… Osobiście uważam, że używanie kompresji nie zaszkodzi… a czy pomaga ?? Jeżeli nasza głowa ma czuć się z tym lepiej to czemu nie… ??

Nie zapominamy również o sprawach podstawowych , takich jak maści, kremy na stopy przed startem, zwłaszcza gdy spodziewamy się, że będzie mokro, nawilżenie pachwin i innych wrażliwych miejsc gdzie mogą wystąpić otarcia.. które przy kolejnych godzinach biegu mogą być nie do wytrzymania… Niektórzy łykają profilkatycznie środki przeciwbólowe.. co kto lubi… 🙂

– JEDZENIE

Tutaj absolutnie wg własnych preferencji… Musi być sprawdzone, łatwo przyswajalne i takie które będzie Wam po prostu smakować.. Podczas kilkunastogodzinnego wysiłku na pewno zdążycie zgłodnieć i to kilka razy… więc jeść trzeba, zwłaszcza po to aby uzupełniać energię..

Ja osobiście jem podczas biegania dosyć mało…. ale mimo to, nie miałbym większej szansy na pokonanie trasy na samym izotoniku… jednakże z tego co pamiętam podczas debiutu i 12,5h wysiłku starczył mi jakiś jeden baton energetyczny, jeden snickers i pół bułki z serem.. do tego sporo izo… który jednak już na połoninach raczej wylewa nam się uszami i musimy szukać innych metod uzupełniania energii.. Z tego co widziałem/słyszałem sprawdzają się najróżniejsze rzeczy : batony, czekolada, orzeszki, bakalie, rodzynki, kabanosy, suszone owoce… Na przepaku w Cisnej będą najprawdopodobniej różne energetyczne batony, żele etc. , a z kolei w Smereku każdy z uwielbieniem wsunie serwowaną bułę z masłem i serem lub wędliną… Niektórzy w workach na przepaki mają jakieś swoje sprawdzone przygotowane wcześniej jedzenie w miskach… Mi na przykład rok temu mocny zastrzyk energii dał wypity w Smereku na 54km bidon Vitargo Carboloader… czyli węglowodany…

Tak czy inaczej nie wyobrażam sobie abyście ładowali w siebie coś co Wam nie smakuje… a daje niby “kopa” i męczycie się z tym… Przesadzać z ilością jedzenie również nie ma co.. bo będzie Wam zalegać na żołądku.. a z każdym kolejnym kilometrem i litrem wypitego słodkiego na ogół izo.. przyswajalność organizmu na posiłek będzie coraz mniejsza…

Oczywiście bardzo ważną kwestią jest odpowiednie nawadnianie.. od samego początku.. pomimo tego, że bladym świtem nie chce się jeszcze może pić.. ale warto systematycznie małe porcje izo (bądź wody) przyjmować… Ja dopóki mogę pijam sprawdzone izo.. każdy kolejny wlew do bukłaka to jednak coraz bardziej rozwodnione izo… by już na końcu dolać jedynie wodę…

W tym roku planuję na odcinku do Cisnej wypić około 1L izo, wciągnąć około 15km żel ALE, następnie w okolicach zbiegu do samej Cisnej jakiś baton (może Snickers…) od Cisnej – średnio co 1,5h łatwo przyswajalny (dla mnie) żel ALE, w okolicach Jasła, Okrąglika z pół batona… w Smereku obowiązkowo buła i węglowodany (ponownie Vitargo)… jak będę głodny… to druga buła w rękę i w drogę… (ale wątpie..). Końcówka to już w zależności od potrzeb i samopoczucia… Jeżeli organizm przyjmie coś w formie stałej to na ostatnie dwie godziny może jakiś banan… Oczywiście od Cisnej przez cały czas systematycznie przyjmuję też płyny… małe ilości.. dosyć często.. zwłaszcza na męczących podejściach…

– WSPÓŁPRACA

To co odróżnia Bieg Rzeźnika od innych biegów to obowiązek pokonywania trasy w parach… Może być to sporym ułatwieniem, ale również niesamowitą i ciężką próbą dla obojga… W zasadzie każdy na trasie będzie przeżywał trudne chwile… i to jak na kryzysy będzie reagował partner, może okazać się kluczowe… czy będzie potrafił pomóc przezwyciężyć kryzys, odpowiednio zareagować czy też przedłoży swoje własne ambicje nad dobro i wynik Waszego zespołu i w ten sposób w gruncie rzeczy pogrąży Waszą/naszą drużynę.

Już nie raz widziałem jak partner zajechał koleżankę/kolegę już na początku biegu co w dalszej części doprowadziło do rezygnacji/kłótni/nieporozumień…

Warto o tym porozmawiać przed startem, ustalić taktykę, scenariusz na wypadek ewentualnych kryzysów.. na ogół któreś z Was jest potencjalnie silniejszym ogniwem, ustalcie więc, kto nadaje tempo.. co ile robicie zmiany… jeżeli nie znacie się biegowo, ustalcie swoje mocne i słabe strony… Jeden z Was może znakomicie podchodzić, z kolei ma problem ze zbiegami.. drugi z kolei bardzo męczy się na podejściach, ale nie ma problemu na płaskim oraz żadnych zahamowań na zbiegach… może po tym kątem warto ustalić taktykę..

Wsparcie partnera jest tutaj bardzo ważne.. Niektóre pary stosują hol w chwilach kryzysowych i mocniejsze (w danej chwili) ogniwo pracuje za 1,5 osoby… Pamiętajcie, że na wynik w Rzeźniku pracujecie WSPÓLNIE i para jest tak dobra jak dobre tego dnia jest to SŁABSZE ogniwo…  

Reasumując… na sukces w Biegu Rzeźnika składa się bardzo wiele czynników.. i wszystko powinno się zgrać w odpowiednim momencie… Nie wspomniałem tutaj o takich rzeczach jak logistyka całego wyjazdu (odpowiednio wcześniej dojechać w Bieszczady, aby móc spokojnie wypocząć przed startem), okres taperingu przed startem, posiłki na dzień, dwa przed zawodami, mocna psycha, nad którą też należy pracować, a przede wszystkim odpowiedni trening, który może sprawić, że będziemy tego dnia po prostu bardzo mocni…

Generalnie jednak to dlaczego ludzie jeżdżą tam rokrocznie, płacą niemałą kasę za wpisowe, to w dużej mierze atmosfera tego biegu, piękno Bieszczad, a zwłaszcza połonin.. jest w tym miejscu coś magicznego… co sprawia, że przyciąga jak magnes.. i pomimo tego, że na pewno będzie bolało.. i że być może niektórzy z Was zarzekać się będą tradycyjnym “nigdy więcej”, to mimo wszystko życzę nam wszystkim abyśmy czerpali z tego biegu radość i zmęczenie, które każdego z nas dopadnie, było tylko chwilowe i nie przesłoniło tych niezapomnianych chwil. 

Autor: Robert Kamiński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *