ARTYKUŁY

Zachęcamy do czytania i dodawania własnych tekstów.

TRENINGI

Zapraszamy na bezpłatne, otwarte treningi biegowe.

OBOZY

Zapraszamy do zapoznania się z ofertą.

Bieg na Wielką Sowę

Cześć…już koniec jesieni i pierwsi twardziele zaczynają chwalić się na facebooku w jakich to minusach biegali zimą (mój rekord to –27°C), ale ja wrócę tu do lata. Chyba byłem jedynym zawodnikiem z 12tri.pl, który uczestniczył w tych zawodach, a jest to bieg, do którego szczerze zachęcam.

19 sierpnia wziąłem udział w III Biegu na Wielką Sowę. Ręka w górę kto wie, gdzie to jest? Jest ktoś, kto wie? No…podniesionych rąk nie widzę ;) Ja też o tym biegu jeszcze rok temu nic nie wiedziałem. Teraz już jestem jego weteranem. Tak ..WETERANEM.. Bieg miał oprawę Mistrzostw Polski Weteranów w Biegu Górskim. Przyznam, że nie wiedziałem, że słowo „weteran” może jednak brzmieć seksownie ;)) Każdego pacyfistę, który chciałby nim zostać nie nosząc karabinu, hełmu i nie jeżdżąc czołgiem zapraszam do Ludwikowic Kłodzkich, koło Nowej Rudy w Kotlinie Kłodzkiej w przyszłym roku - WARTO.

Read More

Wychowałem się w Kotlinie Kłodzkiej, więc gdy się dowiedziałem, że mogę wziąć udział w biegu górskim, od razu się zapisałem. Biegam już kilka sezonów i w końcu to wstyd, że człowiek z gór biega teraz tylko po płaskim. Wszedłem na stronę…hmm…bieg cały czas pod górę…eee…dam radę, w końcu to TYLKO niecałe 10 km. Piszą, że przewyższenie niby prawie 600, dużo to? mało? Dobre pytanie, tylko że na razie jeszcze nie wiem. Dowiem się, gdy przebiegnę. Wtedy doświadczę tego na własnej skórze. Wtedy będę wiedział.

Dzień biegu. Sprawdzam pogodę. Uuuuu będzie ciepło, ma być 30°C. Dużo! Ale przecież jest to bieg górski, więc trasa prowadzi przez las, a tam będzie chłodniej. Poza tym, jak już jestem tak blisko, to muszę spróbować.

Jadę na start, który jest umieszczony przy ośrodku Harenda w Ludwikowicach. Bardzo fajny, super położony ośrodek z basenem pośrodku małej górskiej doliny. No, nie ma co ściemniać…dużo, dużo ładniej tu niż w Warszawie. Miłą niespodzianką jest bezpłatny strzeżony parking dla wszystkich uczestników. W tym roku jest nas ok. 230 biegaczy. Całkiem kameralne towarzystwo. Start o 11:00. Jako że są to Mistrzostwa Polski, przed biegiem wybrzmiał hymn. Ponoć taki jest zwyczaj na każdych Mistrzostwach. Jestem po kontuzji kolana, więc jestem dumny, że udało mi się stanąć na starcie. Obok mnie staje chłopak, który pomimo 30°C biegnie w grubych spodniach z dużymi nakolannikami. "Nie za gorąco na takie spodnie?" - pytam. "No... trochę gorąco, ale lekarz zabronił mi biegać normalnie, więc biegnę w dwóch stabilizatorach". Kurczę.. szacun.. TWARDZIEL. No nic.. zaczynamy bieg. Wystartowaliśmy. Na początku asfalt i trochę pod górę. No pod górę, jak pod górę, trochę słabiej niż pod Agrykolę, więc dam radę… jeśli będzie tak na sam szczyt, to luz. Biegnę pierwszy kilometr, drugi… jednak jest gorąco. Droga może nie jest bardzo stroma, ale niestety nie ma zbiegów żeby odpocząć. Według mapy miały być... no to czekam. Nic, biegnę dalej. Jakieś młokosy widzę, że pędzą jak gepardy, niech sobie biegną. Ja chcę tylko spokojnie dobiec bez podchodzenia. Jednak jest trochę gorąco i tego lasu na razie nie ma. Nic… twardy jestem… biegnę... O jest mały zbieg, spodziewałem się większego, ale dobrze, że jest chociaż taki. Biegnę dalej… może jednak trochę podejdę ;) Coraz ciężej pod tę górę. Nie, nie będę stawał… a może… może tak na chwilę? No i kończy się asfalt… OOOO JA PIERDZIU!!! Ale podbieg!! Już się nie zastanawiam… IIIDĘ. Nie da się biec! Na szczęście robią to wszyscy dookoła. Ściana z przełęczy Sowa do Schroniska Sokolec wygląda jak ściana śmierci. Straszna stromizna na patelni słonecznej. Wczoraj widziałem filmik z poprzedniego roku i dziwiłem się, że ludzie idą. Bieg a idą?! Teraz już wiem…TELEWIZJA KŁAMIE…nawet ta internetowa. To nie podbieg pod Agrykolę… TO TO JEST PRAWDZIWA GÓRA! Idę razem ze wszystkimi. Nawet chód jest ciężki Ufff...ciężko. Co ja mówię. Nie ciężko…. CIĘŻKO i GORĄCO!!! Nie wiem, ile to jest pod górę, ale dłuży się makabrycznie, próbuję biec, ale właśnie - tylko próbuję. Dochodzimy do Schroniska i wbiegamy w las. Tu jest już chłodniej… ba, tu jest bosko! Ubiegłoroczni uczestnicy mówią, że to był najgorszy odcinek... UFFF!!! A daleko jeszcze? No jakieś 5 km. Napieram. Teraz faktycznie już się biegnie lżej. Trasa wiedzie pod górę, ale jest lżej, ciężej niż na początku, ale lżej niż na ścianie śmierci... no i po leśnych ścieżkach. Jest fajnie. No, czasami jeszcze podejdę, ale najgorsze już za mną. Powoli, ale z olbrzymią przyjemnością dobiegam do mety. Meta jest na szczycie Wielkiej Sowy 1015 m n.p.m. To 600 m przewyższenia to jednak całkiem sporo. Czas 1h 07 min. Jak na 9400 m to czas jak u emeryta. Bieg górski to jednak całkiem inna dyscyplina niż bieg po Kabatach. Na szczycie jest wieża widokowa. Uczestnicy biegu mogą tam wejść za darmo. Wchodzę. ŁAŁ!!!!!… ale widoki… widać Ślężę, Wałbrzych, Świdnicę, Czechy, Kotlinę Kłodzką i …chyba nawet Wrocław. Szukam Pałacu Kultury w Warszawie... nie ma… chyba jestem jednak trochę za daleko... Ale cudne widoki! Pięknie tu. Warto było się pomęczyć. Teraz chwila dla reportera, kilka zdjęć i schodzimy. W połowie drogi czeka na nas autobus. Zjeżdżamy na start. Sprawdzam wyniki. Wygrał „biały” Białorusin z czasem 37:31, „mocno opalony” Kenijczyk był drugi, pierwszy Polak jest trzeci. Wniosek 1. Jednak bez opalenizny też można wygrywać. Wniosek 2. Nie każdy kto nie ma opalenizny wygrywa! Mój czas prawie 30 minut gorszy od zwycięzcy! Co On jadł, że tak szybko biegł? Albo co zrobił, że tak szybko przed kimś uciekał? ;)

Sprawdzam tabele jeszcze raz. W swojej kategorii wiekowej jestem... 17. w POLSCE! Hip-hip hura! ;) Tak wysoko jeszcze nigdy nie byłem! Super.

I to by było na tyle relacji z Biegu na Wielką Sową. Gorąco polecam. Przeżyłem, ukończyłem i chcę pobiec jeszcze raz.

Tomek

 

Na koniec kilka zdjęć:

Start:

Bieg:

Początek:

Ściana płaczu, to zdjęcie też kłamie…według mnie było pionowo! ;)

W lesie:

Meta:

Autor na mecie:

Oraz parę widoków z trasy i z wieży widokowej:

 

 

 

Tomasz Miler